środa, 20 marca 2013

Mój dekalog kuchenny.


Mój dekalog kuchenny. 
1. Czystość: Głównie w szafkach i w lodówce.
2. Porządek: Na półkach i w szufladach.
3. Świeżość: Wszystkie produkty kupuję w małych ilościach. Ostatecznie w takich, które mieszczą się w      pojemnikach w zamrażarce. 
4. Odpowiednia ilość garnków: Osobne do gotowania zup, duszenia potraw, gotowania ziemniaków i potraw słodkich.
5. Odpowiednia ilość patelni: Bezwzględnie oddzielna do naleśników i słodkich placków. Mała do smażenia małych porcji.
6. Organizacja przy gotowaniu: Potrawy wymagające długiego przygotowania przygotowuję w pierwszej kolejności.
Ciasta piekę przed mięsami. 
7. Systematyczne zmywanie i porządkowanie przyborów kuchennych: Gdy kończę gotowanie mam już blask w kuchni.
8. Oszczędność: Gotuję tyle ile mi potrzeba .Górna granica na dwa dni.
9. Odpowiedni strój : Koniecznie fartuszek. Zmieniam go codziennie.
10. Dobry humor i uśmiech : Wówczas wszystko staje się łatwe i udaje się. A co za tym idzie domownicy są zadowoleni a ja szczęśliwa. 
Uwielbiam swoją kuchnię w każdym znaczeniu tego słowa.
A powyższe zasady wypracowałam sobie sama metodą prób i doświadczeń. 
Zalecam stosowanie ich doskonalenie wszystkim młodym kuchareczkom. 

wtorek, 26 lutego 2013

Chwała ładowi i porządkowi.

Tak to już jest gdzie porządek, tam lepiej się dzieje.
I w kuchni widać to najdokładniej.

Pomijając zastawę stołową zgromadzoną w jednej szafce, sztućce w jednej szufladzie. Wszystkie akcesoria typu łyżki, chochle, i inne mieszadła w oddzielnej, garnki i patelnie w oddzielnej szafce, to jeszcze ważne jest aby wszystkie produkty zebrane były tematycznie w oddzielnych szafeczkach albo na oddzielnych półkach.
Nie mieszajmy kawy i akcesoriów do jej zaparzania z produktami mącznymi, kaszami i makaronami. Bo nasiąkną cudnym zapachem kawy. A jest on nie wskazany dla różnych innych potraw. Podobnie nie trzymajmy czosnku i cebuli blisko innych produktów.

Na oddzielnych półkach najwyżej , tam gdzie najrzadziej sięgam trzymam słoiki puste oczywiście ( bo nie chce mi się schodzić 5 pięter do piwnicy - windy nie mam). Musze mieć jakiś zapas słoików, bo czasem mnie najdzie ochota zrobienia przetworów. W podobnej szafce i na podobnym poziomie trzymam plastikowe pojemniki różnego kalibru. Są one bardzo przydatne do przetrzymywania żywności w lodówce.
Najczęściej jest coś czego za dużo ugotowałam. Część trafia do lodówki a część do zamrażarki. Wszystko zależy od ilości. Do przechowywania stosuję też torebki śniadaniowe. Niczego otwartego nie trzymam w oryginalnych opakowaniach. Chyba, ze tymi opakowaniami są słoiczki zakręcane.

I bardzo ważne szczelnie zapakowuję nabiał. Nic tak nie chłonie lodówkowych zapachów jak mleko, twaróg i masło.
A już zawsze w pojemnikach szczelnie zamykanych trzymam wędliny, pieczone mięsa i wędzone ryby.

Ważną pozycją w mojej kuchni są przyprawy. Trzymam je poukładane rodzajami w takim pojemniku po lodówce . Stoją sobie takie dwa na dole w szafce i co jakiś czas robię w nich inwentaryzację. Dokupuję, wyrzucam ( tez się czasem trafi coś przeterminowanego), przeglądam przed cotygodniowymi zakupami.

I gdy tak sobie pilnuję tych zasad, to gotowanie idzie mi sprawnie i pysznie.

czwartek, 21 lutego 2013

....to także oszczędne gotowanie.

Wcale nie mam na myśli ograniczanie składników w potrawach.
Lubię wykorzystywać wszystko co mam w lodówce i w garnku.
I tak jest z mięskiem rosołowym.
Oprócz tego, że wykorzystuję je do pierogów i krokietów, to piekę z niego pasztet.


Składniki

Mięso drobiowe. Ja wykorzystuję mięsko oddzielone po ugotowaniu rosołu. Zamrażam i z 3 porcji można już podchodzić do pasztetu. 
Marchewka, seler, por, pietruszka biała z rosołu. Z jednego gotowania.
30 dag wątróbki drobiowej.
30 dag prawdziwie wędzonego boczku . Powinien być tłusty.
2 jajka
Bułka tarta 1 szklanka.
Wywar z gotowania wątróbki i boczku.

Sól i pieprz ziołowy.


Sposób przyrządzenia

Boczek i wątróbkę gotujemy w małej ilości wody. Wątróbkę krótko, boczek dłużej.
Wszystkie składniki mielimy dwa razy .
Do mięsa wbijamy jajka, dosypujemy bułkę tartą i dolewamy wywaru z gotowania wątróbki i boczku.
Dodajemy sól i pieprz.
Do świątecznych pasztetów dodaję pistacje lub żurawinę.
Wyrabiamy aby masa miała jednolitą konsystencję. Nie może być ścisła, bo pasztet będzie twardy.
Wykładamy do wysmarowanych tłuszczem ( ja zawsze smaruję masłem) i posypanej bułką tartą formy.
Pieczemy w 180 stopniach do momentu gdy zbrązowieje wierzch.



Smacznego!!!

czwartek, 14 lutego 2013

...ale również organizacja.

Tak jakoś dziwnie mi się w życiu układa, że w teorii powinnam mieć dużo wolnego czasu.
W praktyce wygląda to zupełnie inaczej. Opiekuję się mamą, wnuczkami, mężem ( na całe szczęście pomaga mi bardzo w domowych obowiązkach ). Moim głównym zadaniem jest przygotowywanie posiłków.
Więc muszę to sobie tak zorganizować aby wszystko zrobić na określoną porę a przy tym nie narobić się i w kuchni zachować ład i porządek.
Stałą pozycją są mleczne zupki dla mamy. W osobnej szafce blisko kuchenki mam zestaw kasz, makaronów  i ryżu. Wszystko błyskawiczne a makaron drobny. Gotuję codziennie inna zupkę aby mama miała różnorodność. Zupka jest gotowa około 7:15.
Potem stawiam wywar na zupę, którą wszyscy jadamy o 12-tej. Obieram i kroję ziemniaki do zupy, w pobliżu garnka stawiam główny składnik zupy ( podsmażone ogórki, kapustę, starkowane buraki, podsmażone grzyby. Obok stawiam też śmietanę. Myję naczynia i mam już porządek. Zupka gotuje się a ja idę pod prysznic i ogarniam mieszkanie. Około 9-tej mam już gotową zupę. W tzw. międzyczasie gdy już mam ład w mieszkaniu przygotowuję półprodukty do drugiego dania. To drugie danie przygotowuję gdy wnuczkę położę spać. Około 10-tej drugie śniadanie. Głównie dla wnuczki przygotowuję, bo mama to robi dla siebie sama. A potem spacer i wracamy na 12-tą aby zjeść zupę.
O 15-tej zjadamy danie drugie. I mąż pomyje naczynia i mamy wolny czas. Teraz zimą siedzimy w domu ale jak przyjdzie wiosna, to zrobię podwieczorek w pojemniki i na plac zabaw albo do lasu. No i jeszcze kolacja około 18-19 -tej i pracowity dzień zaliczony.
Taki już mam rozkład zajęć i przyzwyczaiłam się do niego. Szczerze mówiąc , bardzo nie lubię, gdy wpada mi coś nieplanowanego i narusza rytm. Ale mam prawo wybić się z rytmu. Chociaż nie odpowiada mi to.
A gdy wszystko idzie zgodnie z moim harmonogramem, to wieczorem posiedzę sobie przy komputerze, popiszę, poczytam. Potem wezmę książkę do ręki, wypijam meliskę i idę spać w poczuciu dobrze spełnionych obowiązków babci, matki, córki, żony i kochanki.

sobota, 9 lutego 2013

Jak wykorzystujemy urządzenia w kuchni?

No własnie. Mamy w kuchni podstawowe urządzenia: kuchenka ( gazowa, elektryczna, ceramiczna , indukcyjna), piekarnik ( gazowy , elektryczny) i mikrofalówkę.Tę ostatnią najczęściej używamy do odgrzewania lub rozmrażania potraw i pieczywa.
A można inaczej. W mikrofalówce świetnie wychodzą potrawy warzywne i warzywno- mięsne.
Uwielbiam gołąbki duszone w naczyniu żaroodpornym i w mikrofalówce. Czas przygotowania skraca się do maksimum 45 minut. A potrawa jest bardzo aromatyczna i soczysta.
Cudowne też są duszone warzywa . w ciągu 20 minut mamy wspaniały bukiet warzyw jędrny i pyszny.

Składniki:
Ziemniaki, marchewka, papryka, fasolka szparagowa, cebula, kalafior, por, cukinia i bakłażan.
Przecier pomidorowy.
Sól i pieprz oraz bazylia i oregano.
Troszkę masła.

Sposób przyrządzenia

Warzywa obieramy i kroimy w dość duże kawałki.
Na dno naczynia wlewamy trochę przecieru pomidorowego i wkładamy łyżkę masła.
Warzywa zaczynamy wkładać od ziemniaków.
A potem marchew, papryka, fasolka, cebula ( można dodać ząbek czosnku ), por.
Ostatnia warstwa, to bakłażan i cukinia.
Poszczególne warzywa posypujemy solą , pieprzem i ziołami.
Zalewamy kilkoma łyżkami przecieru ( ja dodaję przecier z kartoników), dodajemy łyzkę masła.
Przykrywamy pokrywką i wstawiamy do mikrofalówki na 10 minut.
Po tym czasie sprawdzamy twardość warzyw i w razie potrzeby dusimy jeszcze do 10 minut.
I koniec.
Podajemy z bułką.
Smacznego!!!

piątek, 25 stycznia 2013

Smalec. masło, olej i oliwa.

W mojej kuchni stosuję wszystkie te rodzaje tłuszczów. Nie stosuję sztucznych tłuszczów.
Do smażenia kotletów stosuję olej słonecznikowy. Nie znoszę zapachu oleju rzepakowego. Kilka lat temu media rozwodziły się jaki to olej rzepakowy jest be, a teraz odwrót o 180 stopni. A ja i tak swoje wiem. Gdy smażyłam rybę na nim, to mi pachniała racuchami a gdy smażyłam racuchy , to pachniały rybą.
Do smażenia ryb polecam olej z pestek winogron. Ryba smażona na nim nie wydziela tak wiele specyficznego zapachu.
Oleju słonecznikowego używam też do sporządzania majonezu.
Do sałatek dodaję oliwy z oliwek.
A faworki i pączki smażę na smalcu.
A jajecznicę na boczku albo na masełku. Masła dodaję też do smażenia panierowanych kotletów z piersi kurczaków.
I oczywiście tematyczny przepis na filety rybne smażone  w cieście.

Składniki

Filety rybne
Ciasto naleśnikowe gęściejsze niż na naleśniki
Papryka w proszku, pieprz sól , olej


Sposób przyrządzenia

Filety rybne rozmrozić, osuszyć w papierowym ręczniku, posolić. 
Do ciasta naleśnikowego dodać grubo zmielony pieprz naturalny kolorowy, paprykę w proszku ( twardziele mogą dodać ostrą ).
Do miski z ciastem wkładamy pokrojone w duże kawałki filety, mieszamy i czekamy około 15 minut. Niech wchłoną zapach, smak ciasta i przypraw. 

Na patelnię wlewamy dużo oleju ( ja stosuję z pestek winogron), mocno nagrzewamy i wkładamy łyżką kawałki ryby wraz z niewielką ilością ciasta. Smażymy z obu stron na złory lekko przyrumieniony kolor. 
Wykładamy na papierowy ręcznik a potem do szklanego naczynia z pokrywką aby szybko nie wystygły. Można też podawać od razu. 
Smacznego!!!

środa, 23 stycznia 2013

Sól to podstawowa przyprawa.

Wbrew temu co nam mówią lekarze, kocham sól. Oczywiście bez przesady.
Nie da się niestety gotować bez soli. I chociaż dietetycy zabraniają solić, a sprzedawcy różnych wynalazków kuchennych zapewniają, że da się gotować bez soli ,ja solę i solić będę.
Ale....używam soli różnego rodzaju. Prym wiedzie sól morska. Ale do przetworów używam soli zwanej po prostu "do przetworów". Jest ona bez chemicznych dodatków i niejodowana. Przy jej użyciu nigdy kiszone ogórki nie zepsują się w piwnicy. Używam też soli ze zmniejszoną ilością sodu z potasem.
A teraz przepis na solone cytryny.
Cytryny umyć pod bieżącą gorącą wodą.   Osuszyć i przekroić na ćwiartki . Ale nie zupełnie do końca.
Do małego słoiczka nasypać na dno grubej soli morskiej, włożyć odrobinę tymianku ( najlepiej świeżego), włożyć cytrynę i uzupełnić do pełna solą. Zamknąć słoiczek Po 3 tygodniach cytrynę używamy do ryb jako przepysznie zjadliwą dekorację. A sól zużywamy do solenia sałatek. Smak i aromat niesamowity.
Spróbujcie!!! Smacznego.